ile zarabiam na blogu

Ile zarabiam na blogu?

Jeśli wydaje się Wam, że życie blogera jest fajne, to… muszę się zgodzić. Jest tak samo fajne, jak życie czytelnika (czyli Twoje). Różni się tylko tym, że ta grupa osób poświęca mniej lub więcej czasu, by podzielić się z czytelnikami swoją wiedzą/przemyśleniami. Oczywiście, jest masa osób, które żyją z prowadzenia bloga lub przynajmniej są w stanie podreperować dzięki temu swój domowy budżet. Większość osób robi to jednak z innych powodów. Jedni lubią pisać, inni zabijają tym nudę, jeszcze inni piszą, bo mają coś do przekazania (niestety, to raczej wąska grupa). Ciężko mi się wypowiadać o grupie „zarabiającej”, bo nigdy w niej nie byłem, ani nie poznałem nikogo z nich osobiście, by zapytać jak wygląda ich praca. Zapewniam jednak, że to, co widzimy w internecie, telewizji czy gazetach, to tylko efekt ich pracy. To jak do tego doszli i ile trudu ich to kosztowało, wiedzą tylko oni sami. Ja mogę Wam opisać jak to wygląda z mojej perspektywy, chociaż za blogera z prawdziwego zdarzenia nigdy się nie uważałem.


Prowadzenie bloga jest proste!

Usłyszałem kiedyś od znajomego „ty to masz dobrze, bo dostajesz kosmetyki za darmo”. To takie proste, prawda? Zakładasz stronę, coś tam napiszesz i dostajesz wszystko na tacy. To dlaczego nie zrobisz tego samego?

Założenie strony to tylko początek. Pisanie tekstów, to według mnie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, które robię prowadząc bloga. Tematy czasem przychodzą same, czasem muszę się trochę pogłowić, ale sam proces pisania uważam za bardzo przyjemny. Klik i tekst ląduje na stronie, a Wy możecie go przeczytać. Jasne! Bo każdy tylko czeka, żeby sprawdzić w czy na 8469574390 stronie w google nie pojawił się jakiś ciekawy wpis.

Prowadzenie bloga, to nie tylko pisanie. To przede wszystkim dotarcie do odbiorców. Jak się to robi? Pierwsze, co zrobiłem było założenie fp na Facebooku. Tam mogę dzielić się z Wami informacją, że nowy tekst trafia na stronę. Niestety, samo założenie fp nie wystarczy. Trzeba jeszcze w jakiś sposób przekonać ludzi, żeby chcieli go obserwować. Nie jestem fanem nachalnego wszędobylstwa i promowania swojej strony. Czasami coś skomentuję jako fp, czasami wrzucę posta na jakąś grupę. Przez ponad 2 lata na fp Bearded, inked and awesome pojawiło się prawie 3000 osób. Czy to dużo? Nie wiem. Na pewno nie zaszkodziłoby, jeśli ta liczba by się podwoiła. Z drugiej strony, cieszę się, że tym 3000 osób nadal chce się śledzić moje poczynania. To znaczy, że według nich robię coś dobrze.

Drugim źródłem odwiedzin na blogu jest wyszukiwarka. Tu sprawa jest jeszcze trudniejsza. Zasady pozycjonowania stron były dla mnie przez długi czas czarną magią. W zasadzie do tej pory nieraz wydaje mi się, że nic nie wiem tym temacie, ale czasem przy odrobinie szczęścia i godzinom poświęconym na pozycjonowanie tekstów, udaje mi się przeskoczyć te kilka pozycji w górę. Kosztowało mnie to sporo czasu. Na naukę pozycjonowania i na edycję wszystkich tekstów poświęcam wiele godzin, bo niestety nie działa to tak, że raz zdobyta pozycja pozostaje na zawsze. Wiele swoich tekstów edytuję co kilka miesięcy, poprawiając je zgodnie ze zdobytą wiedzą. Schodzi nieraz kilka godzin dziennie.

Do tego dochodzą różne narzędzia, które pozwalają mi obserwować i analizować ruch na mojej stronie. Lubię to, ale to też sporo czasu.

Nadal uważasz, że nic mnie to nie kosztuje i kosmetyki dostaję za darmo? Ja nadal nie widzę problemu, żebyś od dziś robił to samo.

Przejdźmy dalej. Wspominałem, że lubię pisać. Czasem pomysł na tekst wpada w jednej chwili, a za 2 godziny jest już gotowy na stronie. Często piszę na podstawie mojego doświadczenia, ale nieraz zdarza się, że muszę się podeprzeć wiedzą innych. Szukam źródeł, innych publikacji, czasami badań. Wtedy pisanie tekstu może trwać nawet kilka dni. Dni, kiedy sam też uczę się nowych rzeczy, co uważam za jeden z większych plusów. Po napisaniu oczywiście jest edycja, optymalizacja i można wrzucać na stronę, a później zwykle na Facebooka. Wrzucenie gotowego posta, to jeden z fajniejszych momentów, bo chwilę po tym mogę obserwować, ile osób właśnie go czyta – mega satysfakcja, że znów udało się kogoś zainteresować.

Nie wiem dokładnie, ile czasu tygodniowo poświęcam na bloga, ale myślę, że jest to minimum 15 godzin. A w międzyczasie przecież chodzę też do normalnej pracy, a poza nią mam obowiązki jak każdy inny człowiek.


Ile zarabiam na blogu?

Przejdźmy do głównego tematu, bo podejrzewam, że to on Was tu sprowadził.

Zarabiać na blogu można przynajmniej na kilka sposobów. Ja robię to na dwa: pisząc recenzje (głównie kosmetyków) i uczestnicząc w programach afiliacyjnych.

Kosmetyki do recenzji oczywiście najczęściej dostaję i nie ma się tu czego wypierać. Jest to niejako zapłata za mój czas. Nie jest jednak tak, że skoro coś dostałem, to muszę pisać o tym tylko dobrze. Zastrzegam sobie, że jeśli coś mi się nie spodoba, to o tym napiszę. Kilka firm przez to zrezygnowało, kilka miało później do mnie pretensje, a kilku tekstów po prostu nie wrzuciłem na stronę. Inaczej jest z kosmetykami, które kupuję sam – tam już nikt nie może mi nic kazać.

Nie wiem czy zauważyliście, że recenzji kosmetyków jest ostatnio mniej? Fakt, kiedyś sam często odzywałem się do różnych sklepów i firm, by zaproponować im współpracę. Teraz w zasadzie tego nie robię, a docelowo moją współpracę chcę zawęzić do 3-4 konkretnych firm.

Gotówki za tekst nigdy nie dostałem, z prostego powodu. Możecie wierzyć lub nie, ale nigdy jej nie chciałem. W sumie propozycji też jakoś wiele nie było. Zakładając bloga nie liczyłem, że kiedykolwiek na nim zarobię. Powstał po prostu z nudy, a moja sytuacja nie zmusza mnie do zarabiania na nim.

Drugą formą, na której „zarabiam” są programy afiliacyjne i partnerskie. Chodzi mniej więcej o to, że ja wstawiam do artykułu linka, a za kliknięcie dostaję pieniądze na wirtualne konto. Tak, te banery ceneo na końcu postów nie są tylko po to, żeby Was denerwować 😉 Niestety, w programach partnerskich jest zasada, że kasę można wypłacić dopiero po zebraniu 100zł. U mnie na koncie po 5 miesiącach uzbierało się 31,56 zł. Dzięki za każde kliknięcie! Wierzę, że przy Waszej pomocy kiedyś dobiję do tej magicznej stówki!

W drugim programie, od lipca mam już uzbierane 45,41 zł. Kokosów nie ma… 😉

Biorąc po uwagę koszt hostingu strony i serwera, to niestety w tym roku raczej nie wyjdę na plus 😉

Nie piszę tego wszystkiego, żeby się żalić, chociaż zdaję sobie sprawę, że trochę tak to może brzmieć. Nie, nie jestem zawiedziony tym, że nie zarabiam. Robię to, bo to lubię i nie czuję, że poświęcony czas jest zmarnowany, bo nie ma za niego monet. Wiem, że wiele osób tak robi, nie jestem odosobnionym przypadkiem. Oczywiście, jeśli kiedyś uda się wyciągnąć coś więcej z tego bloga, to nie będę protestował. Mam tylko nadzieję, że zrozumiecie, że koleś, którego czasem czytacie, to nie biznesmen, który znalazł sobie łatwy sposób na życie. To zwykły facet, który w wolnym czasie dzieli się z Wami tym, co lubi. Chciałbym, żebyście spojrzeli na to wszystko od ludzkiej strony, bo to w największej mierze od Was zależy, czy blog będzie popularny czy nie. Ja tylko piszę, Wy oceniacie czy to co robię jest dobre.


Więc po co to wszystko robię?

Piszę, bo lubię. Mam zajebistą satysfakcję z każdego dobrego słowa od Was, z każdego lajka, z każdej nowej osoby, która lubi mój fanpage czy konto na Instagramie. Bardzo się cieszę, kiedy ilość odwiedzin na blogu z miesiąca na miesiąc rośnie. Nieważne czy trafiacie tam z googli czy z portali społecznościowych. Z każdego kolejnego rekordu cieszę się jak dzieciak. Tak samo przeżywam każdą porażkę.

Dzięki pisaniu poznałem też masę fajnych, a przede wszystkim wartościowych ludzi. To mój największy „zarobek”. Naprawdę nie spodziewałem się, że tak błaha rzecz jak pisanie postawi na mojej drodze tyle wspaniałych osób. Oczywiście zdarzają się też takie, których wolałbym nigdy nie poznać, ale wyznaję zasadę, że warto otrzeć się o sto świń, żeby dostać się do jednego diamentu. Dzięki, że jesteście!

A kasa? Sami widzicie… Gdybym w czasie, który poświęcam na pisanie i prowadzenie tego bloga, poszedł sobie dorobić jako kelner w kanajpie, za 5 zł za godzinę, to zarobiłbym zdecydowanie więcej.

Ale i tak uważam, że warto to robić!

Wyszło dłużej niż myślałem, więc jeśli przescrollowałeś połowę tego posta, to się nie przejmuj – ja też pewnie bym to zrobił 😉

Na koniec napiszę jeszcze formułkę, którą od jakiegoś czasu wstawiam pod postami. To nie jest suchy tekst. To szczera prawda i mała prośba do Was:

Cześć! Z tej strony Krzysiek! Wbrew pozorom nie jestem blogiem, tylko człowiekiem i bardzo mnie cieszy, że tutaj trafiłeś! Wejdź na fp Bearded, inked and awesome i zostaw lajka, komentarz lub po prostu udostępnij któregoś posta, jeśli uważasz, że jest ciekawy. Z góry wielkie dzięki!

Pozdro!

Czytaj więcej!

Tak, to jest ten baner, dzięki któremu zarabiam. Trzeba wejść na ceneo, a później w konkretny sklep, wtedy wpada mi 20 groszy 😉


Czytaj również:

Ile zarabiam na blogu

Please follow and like us:

2 thoughts on “Ile zarabiam na blogu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Enter Captcha Here : *

Reload Image