O tym, jak dziadek stał się moim koszmarem

dziadki

Ze 100 lat temu, kiedy byłem jeszcze studentem, pracowałem jako barman. Fajny czas, pełen przygód. Historii, które mógłbym Wam opowiedzieć jest wiele, a takich, których opowiedzieć nie mogę, pewnie jeszcze więcej. Jest jednak jedna taka historia, której nie zapomnę pewnie do końca życia. I nie chodzi tym razem o numer z naszczaniem do piwa policjantowi, który wcześniej dał mi 500zł mandatu za przeklinanie (kiedyś może i o tym napiszę).

Była już późna noc. Druga, może trzecia w nocy. Lokal powoli stawał się pusty. Do baru weszła para ludzi, trzymając się za rękę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mieli na oko po minimum 80 lat. Mogłoby się na początku wydawać, że to urocze…

Usiedli sobie przy stoliku niedaleko baru, więc chcąc, nie chcąc wszystko widziałem i słyszałem. Kelnerka podała kartę.

– O! Zobacz ile tu jest kotletów! – powiedziała babcia do dziadka, pokazując na zakładkę koktajle.

Zamówili sobie po herbacie i… zaczęli się całować, ale w tym całowaniu nie było nic z uroczego całusa starszego małżeństwa! Ślina ciekła po brodach. Nic jednak nie poradzisz. Całować się jeszcze u nas nie zabronili. Chcesz, nie chcesz – trzeba to przeżyć. A niech tam mają!

Po jakimś czasie patrzę, a tam babcia sięga do torebki, wyciąga pistolet i daje go dziadkowi. Ten chowa go sobie pod marynarką. Oho! Na normalnych nie wyglądali od początku, ale teraz, to zacząłem się już czuć trochę niezręcznie. Pub, w którym pracowałem, to było dosyć popularne miejsce, otwarte do późnych godzin nocnych, stąd przewijał się przez niego taki przekrój społeczeństwa, że myślałem, że nic mnie już nie zdziwi. Nieraz „chłopaki z miasta” robili w nocy awantury, bo nie chcieliśmy im sprzedać piwa, ale klamki na swoje oczy do tej pory nie widziałem. Była masa ludzi chorych psychicznie, nawet przypadki straszenia nożem, ale to nie to samo.

Dziadek chwilę posiedział z pistoletem za pazuchą, po czym oddał go babci. Za chwilę ta znów go wyciągnęła i dała dziadkowi. Dziadek wstał i podszedł do baru z wielkim uśmiechem. Nie wziął ze sobą sztucznej szczęki, więc niewiele dało się zrozumieć z jego mowy, ale powiedział coś, co zrozumiałem jako „pokażę Ci sztuczkę” – nie pamiętam już dokładnie jak to brzmiało, ale taki miało sens. Włożył rękę pod marynarkę… dokładnie pamiętam, co wtedy pomyślałem – nawet gdybym próbował uciec, to jedyna droga ucieczki prowadzi znów obok dziadka. Gacie do wymiany.

No i stoi ten uśmiechnięty dziadek przede mną, trzyma rękę pod marynarką i coś sobie radośnie bełkocze, a ja z wymuszonym uśmiechem oglądam to jego przedstawienie. Nagle… nie, nie strzelił – wyciągnął stówkę. Tak, banknot 100 złotych, przełożył go ze dwa razy, złożył na pół i schował do marynarki. O chuj chodzi? Nie wiem! Do dziś nie mam pojęcia, na czym miała polegać ta sztuczka. Ważne, że odszedł.

W pubie jak to w pubie. Czasami jakiś „biznesmen” straszył nas swoimi kontaktami, czasami chłopaki wpadali na małe piwo o 4 nad ranem, a gdy nie chcieliśmy im sprzedać, to robili awanturę. Czasami po prostu trzeba było kogoś wyprowadzić, bo stawał się nieznośny, a sam nie chciał wyjść. Bywało naprawdę poważnie, ale człowiek jakoś się nie przejmował. Historii tyle, że ciężko policzyć. Nikt jednak nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak ta para staruszków.

Wszystko skończyło się na tym, że dostali opierdol i wyszli z baru. Więcej ich nie widziałem. Przynajmniej nie na żywo, bo ich twarze połączone ciągnącą się śliną do dziś mam przed oczami.

Czytaj więcej!

Pozdro!

P.S. Ten teks jest początkiem zupełnie nowego działu na blogu – „Z pamiętnika…”. Przydażyło mi się kilka historii, którymi chciałbym się z Wami dzielić, ale jeśli stwierdzicie, że to bez sensu, to po prostu przestanę – dajcie znać!

 

Please follow and like us:

2 thoughts on “O tym, jak dziadek stał się moim koszmarem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.