Kosmetyki Ink-Lab – delikatny żel i krem regenerujący

maść na tatuaż

Kolejny tatuaż skończony! Jak się wygoi do końca i nie będzie poprawek to się pochwalę. Oczywiście, żeby tatuaż goił się jak należy, potrzebny jest krem lub maść na tatuaż.

Tym razem ostatnie szlify goiły się przy użyciu produktów marki Ink-Lab. Dziś podzielę się z Wami moimi odczuciami i obserwacjami ze stosowania tych właśnie kosmetyków. Dokładnie były to delikatny żel do mycia oraz krem regenerujący.

Ink-Lab Tattoo Gentle Cleansing Gel

Jest to hipoalergiczny żel, który skutecznie oczyszcza skórę po wykonaniu tatuażu, łagodzi jej podrażnienia oraz przywraca skórze jej naturalną florę bakteryjną. W skład żelu wchodzą:

– d-panthenol – znany składnik, który stosuje się na oparzenia. Intensywnie nawilża oraz działa kojąco;

– aloes – tego też chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Łagodzi podrażnienia, jest bogaty w witaminy i skladniki mineralne, przyśpiesza regenerację skóry;

– gliceryna – nawilża i natłuszcza;

– probiotyki – dbają o naszą florę bakteryjną;

– ekstrakt z korzenia rośliny Yacon – ciekawy składnik, który „zawiera minerały i witaminy. Jest bogatym źródłem inuliny – naturalnego prebiotyku, wzmacniającego korzystną mikroflorę skóry, hamuje rozwój  mikroorganizmów chorobotwórczych. Poprawia funkcje barierowe naskórka, niweluje podrażnienia, suchość i zaczerwienienie (za stroną producenta)”.

Skład obiecujący. Posiada wszystko to, czego skóra potrzebuje, by mieć dobre warunki do gojenia się.

Opakowanie – plastikowa butelka z pompką – bardzo wygodna. 50ml wystarczy na pewno na więcej niż jeden tatuaż.

Zapach: mydlany. Nie jest zbyt intensywny, nie męczy nosa. Nie zwiera zbędnych perfum, które mogłyby podrażniać skórę. Jak dla mnie całkiem przyjemny.

Ciężko o żelu napisać coś więcej. Na skórze pozostaje tylko przez chwilę. Po jego użyciu nie zauważyłem niczego niepokojącego, więc z czystym sumieniem mogę go polecić.

 

Ink-Lab Tattoo Recovery Cream

Hipoalergiczny krem, z szerokim składem, którego zadaniem, jak większość się domyśla, jest pielęgnacja i ochrona świeżego tatuażu.

Skład:

– masło shea – natłuszcza, nawilża, przyśpiesza regenerację i jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym;

– alantoina – działa przeciwzapalnie, łagodząco oraz przyśpiesza regenerację;

– d-panthenol – tak jak wyżej  – działanie kojące i prześpieszające regenerację;

– niacyniamid – czyli witamina PP – przede wszysytkim poprawia funkcje ochronne skóry;

– gliceryna – o tym również już było – natłuszcza i nawilża;

– galusan epigallokatechiny – naturany przeciwutleniacz, łagodzi pieczenie i suchość skóry;

– hydranov – długotrwale i głęboko nawilża;

– estry cholesterolu – wspomagają ochronną funkcję skóry;

– maris sal – wzbogacona woda morska, która zapewnia nam witaminy i minerały, działa kojąco.

Skład jest szeroki i ciekawy. Z pewnością, nie jest to zwykły krem zapakowany w ładne opakowanie. Tak samo nie mozna powiedzieć, że jest to powielony kosmetyk z inną etykietą. Wyróznia się kilkoma składnikami a właśnie w takich szczegółach tkwi jego sukces.

Jest jedna rzecz, do której się trochę przyczepię – opakowanie. Plastikowa butelka z pompką, która wymusza ode mnie zmianę sposobu stosowania. Tatuaż, na którym testowałem krem zakrywa całe przedramie. Nakładałem go przykładając pompkę blisko skóry i naciskając przeciągałem wzdłuż tatuażu. Wydaje mi się, że to taki naturalny ruch. Przy takim stosowaniu, pod pompką zbierały się resztki kremu – dziubek jest wystający a pod nim jest przestrzeń (pokazałem to na zdjęciu – gówno widać, ale od moich zdjęć się nie wymaga ;). Przy używaniu punktowym problem zniknął, ale chwila minęła zanim się przyzwyczaiłem. Niby błahostka, ale na świeży tatuaż chciałbym nakładać czysty krem.

maść na tatuaż ink lab

Zapach kremu jest neutralny. Po chwili go zwyczajnie nie czuć. Nie można powiedzieć o nim nic dobrego, ale też nic złego. Neutralny zapach traktowałbym raczej jako zaletę niż wadę.

Konsystencja kremu jest dosyć lekka. Nie pozostawia zbyt mocnej, tłustej warstwy, do której byłem przyzywczajony. Na początku trochę się bałem, że tatuaż będzie wysychał, ale nic takiego się nie działo. Nie ma grubej, tłustej warstwy, więc nie brudzi też ubrań – przynajmniej ja nic takiego nie zauważyłem, a chodzę na codzień do pracy w koszulach. Na pewno jest dużo wygodniejszy niż jakakolwiek maść na tatuaż.

Najfajniejszym efektem po zastosowaniu kremu był bardzo żywy, intensywny kolor tatuażu. Nie wiem czy to moja wyobraźnia, czy ten krem tak działa, ale zaraz po smarowaniu kolor tatuażu stawał się żywszy.

Ogólna ocena kremu jest w moich oczach bardzo dobra. Jest praktyczny, nie pozostawia plam, tatuaż bardzo ładnie się goi.

Stosowałem go do tej pory przez 2 tygodnie i nie widze powodu, dla którego miałbym go Wam nie polecić. edit: Używałem kremu Ink-Lab już do kilkunastu tatuaży i mogę śmiało stwierdzić, że jest to najlepszy krem do pielęgnacji tatuażu, jakiego kiedykolwiek używałem. Bez ściemy. Żaden inny krem, żadna inna maść na tatuaż nie była nigdy tak wygodna i skuteczna.

Produkty firmy Ink-Lab znajdziecie na stronie producenta – www.ink-lab.eu. Cena żelu to 25 zł za 50ml a kremu 35zł za 50ml, ale kupując w zestawie jest taniej 😉 Edit: Ink-Lab wprowadził właśnie nowe, większe opakowanie kremu! 100ml, które wystarczy na nawet największe tatuaże! (50ml nadal jest w sprzedaży).

Żeby być na bieżąco polecam polubić fp Ink-Lab Advanced Tattoo Care 🙂

Napisałem krótko, więc jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie!

Co według Was jest lepsze? Krem czy maść na tatuaż?

Pozdro!

Czytaj więcej!

Zostaw lajka!

Bearded, inked and awesome


Czytaj również:

Please follow and like us:

6 thoughts on “Kosmetyki Ink-Lab – delikatny żel i krem regenerujący

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.